Transmisja online z akwarium

Córka niedawno dostała rybki, a że zaczęły się ferie i wyjechała na kilka dni do dziadków, to bardzo za swoimi pływającymi przyjaciółmi tęskni. Postanowiłem więc, że jej pokażę co u jej podopiecznych.

Podłączyłem kamerkę (webcam) do mikrokomputera Raspberry pi, skonfigurowałem daemon motion przekierowałem port na routerze, żeby transmisja była dostępna z zewnętrznego IP i voilà, rybki pływają w przeglądarce.

Następnie wysłałem dziadkom linka w formacie http://ip:port i można podglądać podopiecznych 🙂

National Geographic, nie szukacie programistów?

Konstruktywny luz

Trwają poszukiwania nowego projektu dla mnie. Odbyły się już jakieś rozmowy, niektóre moim udziałem, niektóre nie, reszta zostaje kwestią dogadania się na poziomie managerskim.

Ja tymczasem dostałem zadania szkoleniowe, najpierw z Vue.js, a dziś również z Ionic’a. I bardzo fajnie mi się nad tym pracuje: bez ciśnienia, bez deadlineów, sporo mam czasu na przetestowanie różnych rozwiązań, na eksperymenty. Taki komfort psychiczny sprzyja nauce nowych rzeczy. Ciężko było by się tego wszystkiego nauczyć po godzinach, albo na „żywym” projekcie klienta.

Zaczynam rozumieć nowoczesny frontend, dużo lepiej już przemyślany niż to co widziałem wcześniej w jQuery, czy jeszcze wcześniej w Prototype. Teraz mamy nowe podejścia: Two-way binding, komponenty, własne elementy DOM, oddzielenie frontu od backendu, wszystko to są fajnie wymyślone rzeczy, mamy jednak problem z przesytem rozwiązań. Króluje kilka popularnych frameworków: React, Angular, Vue, między wszystkimi są podobieństwa i są różnice, również między poszczególnymi wersjami tego samego frameworka różnice potrafią być olbrzymi. Pojawia się więc pewien zamęt, jeśli nie używa się tylko jednego rozwiązania – pewne kwestie się mieszają np. gdy przechodzę z projektu w Vue do projektu w Angularze. Być może z czasem wyłoni się zdecydowany lider, na razie mamy jednak problem dobrodziejstwa.

Mimo wszystko, myślę że nadal zostanę w głównej mierze programistą backendowym, bo to mi po prostu najbardziej pasuje. Robiąc zadanie szkoleniowe w Laravel + Vue.js, które miało mnie nauczyć Vue.js, złapałem się na tym, że w pewnym momencie „odleciałem” przy refactoringu kodu php w aplikacji – zacząłem upiększać, ulepszać, dopisywać kolejne testy, choć nie taki był cel zadania. Cóż, z naturą nie wygrasz – dotyczy to także natury programisty.

Wydawać by się mogło, że taki okres przejściowy między jednym projektem długoterminowym a drugim, to raczej okres zwolnienia tempa, ale świątecznej przerwie od komputera potrzebowałem się czymś zająć, żeby nie schodzić poniżej pewnego poziomu koncentracji.

Jako ciekawostkę na koniec tego posta dodam, że podczas rozmów z potencjalnymi klientami poznałem pierwszego Duńczyka. Pracowałem już ludźmi z różnych stron świata: Niemcy, USA, Egipt, Indie, Hiszpania … zawsze taka Dania to coś nowego 🙂

Muzykujący programista, programujący muzyk.

W swojej karierze zawodowej zetknąłem się z wieloma programistami będącymi również muzykami. Choć te dwie dziedziny wydają się zupełnie odmienne, to w rzeczywistości muzykowanie kształtuje mózg człowieka w specyficzny sposób wpływając na umiejętności przydatne w innych dziedzinach, również w programowaniu.

Na potwierdzenie powyższej tezy załączam film. Warto obejrzeć!

Czy istnieje również zależność odwrotna, czyli wpływ programowania na umiejętności muzyczne? Zapraszam do dyskusji.

Mały edit: ten krótki artykuł był napisany w całości na tablecie, przy pomocy klawiatury ekranowej – nie polecam, zwłaszcza ludziom takim jak ja, którzy bez klawiatury nie potrafią funkcjonować 😉

Nowy rok, nowe projekty

No i zinkrementował nam się rok, obecna wersja to 2018.

Robię sobie zadania szkoleniowe z Laravel + Vue.js przy okazji zmagając się z Dockerem. Spodziewam się niebawem dostać nowy projekt od nowego klienta. Może coś więcej we frontendzie podziałam, może nie, kto wie 😉

Zauważam ostatnio taki trend, że klienci coraz częściej zaznaczają w ogłoszeniach, że w grę wchodzą tylko freelancerzy, „agencjom dziękujemy”. To samo powiedział mi jeden z moich byłych klientów, chciałby mnie zatrudnić ale tylko bezpośrednio. Cóż może kiedyś wezmę to pod uwagę, ale na razie jestem przywiązany do mojego płacodawcypracodawcy i nie do końca podoba mi się nazywanie mojej firmy agencją. Czy mam zaburzoną perspektywę, bo patrzę na firmę tylko od środka? Tego nie wiem, ale wiem że na razie nie chcę się znaleźć na zewnątrz.